![]() |
| last.fm |
Ja jako osoba zupełnie postronna, jak tak myślę o życiu Janis i o samej artystce widzę ból, cierpienie, nieszczęście.
W życiu dziewczyna na pewno nie miała lekko. Raz, że żyła w jakimś zaściankowym miasteczku, które nie pozwoliło być Janis po prostu sobą. To na dodatek nie ominęło jej prześladowanie ( może to za duże słowo) ze względu na swój wygląd, czy to że odstawała od reszty.
Janis była z jednej strony zupełnie inna niż wszyscy. Z drugiej strony dla mnie jest ona przykładem "typowej" (choć to złe słowo, bo przecież każda kobieta jest wyjątkowa) kobiety, pragnącej miłości, uwagi i akceptacji. Na pewno lubiła być w centrum uwagi, lubiła gdy wszyscy byli na niej skupieni. Jednak ten cały szum medialny wokół niej był raczej rodzajem kompensacji braku wsparcia i zrozumienia ze strony jej bliskich we wczesnej młodości.
Janis było dane zaistnieć w muzyce w okresie niezwykle rewolucyjnym. Sama wokalistka u początku swej kariery przyczyniła się do tego chociażby przez to, występowała z czarnymi muzykami. Dzięki nim otworzyła się na soul i na blousa. Jesli dodamy do tego siłę jej głosu i dynamiczną osobowość otrzymamy kwintesencję jej stylu - dramatycznego i lirycznego za razem.
Dla mnie Janis była przedstawicielką wszystkich kobiet na świecie. Walczącą przede wszystkim o szacunek do siebie, tj. nie traktowanie kobiety jako maskotki z którą można się pobawić, lub pokazać. Poza tym pokazała, że kobieta, tak samo jak mężczyzna ma prawo domagać się miłości, ma prawo pożądać i pokazać to.
Była po prostu rewelacyjna. Silna, a jednocześnie krucha. Szukająca akceptacji, a robiąca wszytko na przekór innych. Zupełnie jak małe dziecko, któremu nikt nie chce poświęcić uwagi. Szukała recepty na życie, które nie zrealizuje żaden dealer, apteka czy spożywczy sklep internetowy

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz